Wywiad zamieszczony w Głos Nauczycielski w numerze 29-30/2026.
Ukraińcy w Polsce
Szukam odpowiedzi na pytanie, co sprzyja pozytywnemu postrzeganiu i akceptacji
Medal ma dwie strony
Z dr. hab. Piotrem Długoszem*, socjologiem, badaczem, dyrektorem Centrum Badań Młodzieży, redaktorem naczelnym „Youth in Central and Eastern Europe”, rozmawia Katarzyna Piotrowiak
Przedstawiając swoje badania i analizy dotykające relacji polsko-ukraińskich, wielokrotnie wskazywał Pan, że wahania nastrojów wynikają głównie z rywalizacji o zasoby, zmęczenia organizowaną pomocą, różnic kulturowych. Czy rzeczywiście można mówić o tym, że ta niechęć jest obecnie silniejsza, a może to są tylko chwilowe reakcje na incydenty?
– Tu wszystko jest złożone, bo jest odbiciem skomplikowanej przeszłości i teraźniejszości. Jak spojrzymy na badania realizowane przez CBOS to zobaczymy, że z sympatią między naszymi narodami bywało różnie. Moje badania też to pokazują. W trakcie wojny trochę się to zmieniło ze względu na to, że Ukraińcy stali się ofiarami napaści. Pośpieszyliśmy z pomocą. Z jednej strony zadziałała empatia, z drugiej – wpływ miało, to że jest wspólny wróg. Znaczenie miał też obecny w mediach dyskurs, że trzeba udzielić schronienia i pomocy. Ukraińcy też czuli, że Polska to dla nich główny kierunek ucieczki. „Jeźdźcie do Polski, tam znajdziecie schronienie” – opowiadali mi znajomi z Ukrainy o tym, jak w tamtym czasie mówiło się za wschodnią granicą szczególnie do matek z dziećmi. Liczba uchodźców była ogromna. Po pewnym czasie jedni wrócili, inni zostali. W tym momencie jest półtora miliona Ukraińców w Polsce.
Jak Pan ocenia obecne nastroje?
– Po okresie entuzjazmu wróciła normalność. Postawy, z którymi spotykaliśmy się przed wojną i wielką falą uchodźctwa, powróciły do dawnego stanu.
Spodziewał się Pan, że po jakimś czasie ulegną pogorszeniu?
– Nie jest to zaskoczeniem. Robiłem szereg badań, jeśli chodzi o sympatie polsko-ukraińskie. Przed wojną sporo takich badań przeprowadziłem wśród młodzieży polskiej. Wśród młodzieży Ukraińcy nie cieszyli się estymą, a badając młodzież można się przekonać, że to ona jest zwierciadłem społeczeństwa. Znacznie wcześniej dostrzega pewne zjawiska, trendy, a nawet zagrożenia. Młodzież jest bardziej wyczulona i wrażliwa na wpływy procesów kulturowych.
Czy w wynikach badań można odczytać zmianę nastrojów młodych?
– Jak robiłem badania przed wojną, to w 2019 r. w Przemyślu ok. 40 proc. młodzieży było negatywnie ustosunkowanych do Ukraińców a w Krakowie najwyżej 15 proc. W tamtym czasie w Krakowie dominowały postawy neutralne. Ten wyższy wskaźnik na terenie Przemyśla można było wyjaśnić tym, że trauma Wołynia jest nadal tam bardzo silna. To absolutnie nie dziwi, bo ludzie nadal mają w pamięci ucieczki, przesiedlenia i mordy. Polacy o tym pamiętają. Także o tym, że dużo wcześniej Ukraińcy mieli na tych terenach interesy rozbieżne z polskimi.
Jak silna jest pamięć o Wołyniu?
– Pamięć o wydarzeniach na Wołyniu jest tam nadal niezwykle silna, ale uważam, że jest to wątek, który nie został dobrze dotąd zbadany. Złożyłem wniosek o grant, żeby wreszcie przeprowadzić badanie traumy historycznej. Nie będzie to łatwe do realizacji, ponieważ społeczeństwo tamtych rejonów Polski dobrze pamięta narzucone im różne ograniczenia w mówieniu o historii. Dobrze pamiętają cenzurę. Już lata temu pisałem, że to w końcu wybuchnie, bo nie da się takich nastrojów długo tuszować, co obecnie widać po nastrojach młodego pokolenia.
Jak bardzo to widać?
– Kiedy w 2024 r. powtórzyłem badania dotyczące nastrojów młodzieży, to okazało się, że w Przemyślu niechęć wahała się od 40 do 50 proc., czyli wzrosła nieznacznie, ale za to w Krakowie liczba negatywnych postaw wobec Ukrainy wzrosła w Krakowie o 100 proc.!
Z czego wynika ten wzrost negatywnych nastrojów wśród młodych?
– Z rywalizacji o wspomniane zasoby i z konkurowania m.in. w wyborze szkół, miejsc na studiach czy miejsc pracy. Kiedy robiłem badania, narracja, że Ukraińcy są faworyzowani była coraz silniejsza. No i nastąpiła silna zmiana dotycząca rozwoju mediów społecznościowych oraz AI, które częściej wykorzystuje się do sterowania społecznymi nastrojami. Chcę to podkreślić, bo gdybyśmy zobaczyli jak social media po drugiej stronie granicy reagują na to co dzieje się w Polsce, to w sposób uprawniony możemy powiedzieć, że nastroje antyukraińskie narastają równie mocno co antypolskie w Ukrainie, a może nawet wśród Ukraińców idą znacznie dalej. Ten medal ma dwie strony.
W social mediach po obu stronach granicy nastroje są podobne?
– Autorami antypolskich wpisów są i młodsi i starsi, a nawet bardzo poważni ludzie. I to narasta. Dlatego powiedziałem, że ocena tych nastrojów jest niezwykle skomplikowana i nakłada się na nią wiele elementów. Do tego stopnia, że nie da się już oddzielić historii od teraźniejszości politycznej. Nie można jednak zapominać, że trwa wojna i giną w niej ludzie. Trauma w Ukrainie jest coraz większa. Ludzie walczą o życie, o przetrwanie, o pracę. Dzieją się rzeczy trudne do zrozumienia. Kiedy moja koleżanka, wybitna specjalistka straciła pracę na uczelni, na moje pytanie jak to się stało, powiedziała tylko: „Wojna zmienia ludzi”. To w zasadzie wystarczyło. Powiedzieć, że relacje międzyludzkie w Ukrainie stały się nie do zniesienia, to mało powiedzieć. Tak działa stres skumulowany. Frustracja, strach, zmęczenie, do tego trudna sytuacja polityczna. To wszystko nakłada się na siebie latami i zaczyna eksplodować.
Potrzebna jest rzetelna analiza sytuacji, bo jest to istotne nie tylko dla samej Ukrainy?
– O to chodzi. Problemem Ukrainy stały się wzajemne oskarżenia. Nieufność jest ogromna, także wobec tych, którzy wyjechali z kraju ogarniętego wojną. W tej sytuacji pojawiła się inicjatywa gloryfikacji tych, którzy stali za mordem na Wołyniu i we Wschodniej Małopolsce. Tego usprawiedliwić się nie da, ale chcę przez to powiedzieć, że to jest temat, który tam nie wybija się na plan pierwszy. Bo tam wróg jest jeden. Wyłącznie jeden. Współpracuję z naukowcami ukraińskimi, rozmawiamy ze sobą o konkretnych projektach badawczych, które pomogłyby zrozumieć sytuację. Doszliśmy do wniosku, że powinniśmy m.in. zbadać skalę rozbicia społeczeństwa ukraińskiego spowodowaną wojną z Rosjanami. W tym wspólnym projekcie zbadalibyśmy, jak funkcjonuje mniejszość ukraińska w Polsce, Czechach i Niemczech. Chcielibyśmy też sprawdzić, jak ci Ukraińcy, którzy wracają do swojego kraju, objętego nadal wojną, włączają się z powrotem w życie polityczne. Integracja społeczeństwa ukraińskiego będzie kluczowa przy odbudowie tego kraju. A są obawy, w jakiej atmosferze to może przebiegać, bo już można mówić o dużym konflikcie wewnętrznym, o konflikcie między tymi, którzy zostali a tymi, którzy wyjechali.
Już dwa lata temu wspominał Pan, że są na tym tle nieporozumienia.
– Obecnie, tych którzy opuścili Ukrainę w czasie wojny ocenia się znacznie ostrzej. Są oskarżani o zdradę interesów narodowych. Zarzuca się im, że zamiast być na miejscu i pomagać w walce, żyją sobie spokojnie poza krajem, jeżdżą na wakacje. Pojawiła się nawet informacja, że próbuje się uderzać w nastroje Polaków, tylko po to, żeby Ukraińcy się wystraszyli i zaczęli wracać do siebie, do domu. Tego też nie można wykluczyć. My w Polsce powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że między samymi Ukraińcami nie dzieje się dobrze.
Kiedy my rozmawiamy o nastrojach po obu stronach granicy, naukowcy obu krajów planują wspólne badania i analizy. W czym one mają pomóc?
– Celem jest zbadanie jak społeczeństwo ukraińskie, które wyemigrowało, będzie się na powrót integrować z tymi którzy pozostali w swojej ojczyźnie. Czy uchodźcy opuszczą kraje, w których obecnie mieszkają, czy też w nich pozostaną. Jeżeli otrzymamy na to środki będziemy chcieli również zbadać na ile Ukraińcy, którzy wyjechali, będą chcieli się łączyć ze swoją ojczyzną i czy zamierzają transferować zasoby wypracowane, np. w Polsce, do swojego kraju, czy też może już to robią. Poza Ukrainą jest mnóstwo ludzi, warto sobie uzmysłowić, że to na co się zdecydują będzie miało znaczenie dla nas wszystkich. Konieczne będzie również przeanalizowanie sytuacji weteranów wojennych.
Napisał Pan książkę na temat społeczeństwa przyfrontowego. Pewne odpowiedzi na te pytania już Pan znalazł?
– Opisałem sytuację z perspektywy naszego kraju, ale to nie wystarczy. Aktualnie jestem na etapie opracowywania tematu związanego z nastawieniem mieszkańców państw wyszehradzkich wobec Ukraińców. Analizuję, jak to wygląda z perspektywy czterech państw. W Polsce, to wsparcie społeczne, żeby dawać broń i pomagać, było zawsze najwyższe spośród państw wyszehradzkich. Polacy najbardziej wspierali Ukrainę. Potem były Czechy. Na Słowacji i Węgrzech byli bardziej sceptyczni, m.in. ze względu na poziom dezinformacji. W przypadku Polski, to nigdy nie były tylko same deklaracje, ale czyny, realizowane mimo zaszłości historycznych oraz mimo tego, że pełnej miłości między nami nigdy nie było. Dlatego teraz szukam odpowiedzi na pytanie, co sprzyja pozytywnemu postrzeganiu i akceptacji.
Współpraca naukowców może w to wnieść coś odkrywczego?
– Jak będą fundusze to na pewno tak. Dostałem propozycję z Uniwersytetu im. Tarasa Szewczenki w Kijowie, żeby być liderem grantów Horizon Europe. Problemy społeczeństwa powojennego byłyby badane m.in. z pomocą naukowców z Bośni, Irlandii Północnej i być może z Chorwacji, a więc państw, gdzie toczyły się konflikty i wojny.
Jest to dość istotne by zaangażować w te granty międzynarodowe zespoły badaczy. Bo jak wynika z analiz, wszędzie działa ten sam mechanizm postrzegania obecności Ukraińców. Coraz częściej wiąże się go z pogorszeniem warunków ekonomicznych, co wzmaga strach, że obecni w różnych krajach Ukraińcy, odbiorą nie tylko pracę, także poczucie bezpieczeństwa. W konsekwencji wpływa to na postrzeganie negatywne i prowadzi do osłabienia wsparcia Ukraińców i Ukrainy. To, że klasa średnia biednieje nie tylko w Polsce, a w całej Europie, powoduje, że słabnie, tak potrzebne, poparcie dla Ukrainy.
Dziękuję za rozmowę.
*Dr hab. Piotr Długosz jest założycielem Interdyscyplinarnego Laboratorium Badań Wojny w Ukrainie, wykładowcą i prof. uczelni w Katedrze Polityki i Badań Społecznych Uniwersytetu im. KEN w Krakowie